W różowym plecaku

Hej!

Oto wpis, który w dużej części został już na Waszą prośbę opublikowany na instagramie. Tutaj w wersji rozszerzonej i ze zdjęciami, bo myślę, że warto, żeby nie przepadł w czeluściach instagramowej siatki.

Biały fartuch

Jeśli w Twoim planie zajęć znajduje się chemia, biochemia, parazytologia, mikrobiologia lub zajęcia z anatomii odbywające się w prosektorium, zdecydowanie powinieneś zaopatrzyć się w biały fartuch. U nas były one rozdawane podczas rozpoczęcia roku każdej osobie, która pojawiła się przy odpowiednim stoliku. Mój fartuch miał długie rękawy, a sam był dość krótki. Nikt nie stawiał dokładnych wymagań co do jego wyglądu.

 

 

Odzież medyczna

Na pierwszym roku niekoniecznie musisz przejmować się kupowaniem drogiego kompletu odzieży medycznej oraz (jeszcze droższego) obuwia. Na nasze praktyki (których mieliśmy podczas pierwszego roku 3) wystarczał fartuch (dobrze by było, żeby nie był to ten sam fartuch, który plamisz co tydzień na zajęciach z chemii), oprócz tego nosiłyśmy dowolne spodnie lub legginsy do przebrania i buty na zmianę (zamiast crocsów możesz śmiało postawić na ich odpowiednik z Auchana). Tak naprawdę dopiero na ostatnie praktyki, te wakacyjne, kiedy zaczęły się upały, kupiłam sukienkę medyczną. No i nadal czekam, aż drcichobieg przygotuje buty dla dietetyków.

 

 

Fartuszek kuchenny

Na większości uczelni, już od pierwszego roku będziecie uczestniczyć w zajęciach z gotowania. U nas były to trzy spotkania, na których przygotowywałyśmy wybrane przez siebie dania. Oprócz fartuszka przydaje się wtedy chustka na głowę i obuwie na zmianę.

 

Książki

Nie panikuj, nie musisz mieć ich skompletowanych już w lipcu. Na spokojnie wybierz się na pierwsze zajęcia i posłuchaj, czego wymaga prowadzący. Nie do każdego przedmiotu będą w ogóle potrzebne. Na pierwszym roku najczęściej korzystałam z: atlasu anatomicznego (dowolny, u nas większość korzystała z Abrahamsa), podręcznika do anatomii, „chemii ogólnej z elementami biochemii” Teresy Kędryny oraz z kilku książek do fizjologii. Część materiałów warto od kogoś odkupić, jednak niezależnie od kierunku warto poczekać z tym chociaż do początku roku- bardzo dużo rzeczy dostaniecie od starszych roczników w formie elektronicznej.

 

 

Zeszyty

Po dwóch lub trzech miesiącach ciągłego irytowania się, że dźwigam ultraciężki plecak/torbę, a w dodatku wykładowcy i ćwiczeniowcy poruszają na zajęciach zupełnie odmienne tematy zdecydowałam się przestać używać zeszytów. Zostawiłam je sobie do najbardziej „spójnych przedmiotów” np. do angielskiego. Resztę notatek robię w bloku w linię lub kratkę i przekładam do ‘display book’ (Dla niekojarzących przedmiotu zdjęcie! Czy to się jakoś nazywa po polsku? Serio jestem bardzo ciekawa!). Takie rozwiązanie pozwala mi również na łatwiejsze uzupełnianie notatek, po prostu dokładam jedną kartkę do całego pliku, w zeszycie sprawiało to trochę więcej zamieszania.

 

 

Teczki

Na materiały z angielskiego, na zapisane kartki, na notatki, które zrobiłam na pierwszej lepszej wolnej kartce podczas okienka, na dokumenty, które trzeba zanieść do dziekanatu.

 

 

 

Pudełka na posiłki

Jeśli lubisz, żeby twoje posiłki były nieco bardziej urozmaicone niż kanapki z serem żółtym, dobrą opcją wydaje się zaopatrzenie się w różnego rozmiaru plastikowe pudełeczka.

 

Kubek termiczny

Jedzenie jedzeniem, ale wolę uniknąć wydawania codziennie przynajmniej 10 złotych na kawę. W dodatku w jesienne i zimowe poranki, kawa jest czymś, co zdecydowanie podnosi komfort podróżowania na zajęcia. Mój kubek jest ze Starbucksa, dobrze trzyma ciepło (na tyle dobrze, że po dwóch godzinach napój nadal jest gorący, ale nie grozi poparzeniem).

 

 

Pendrive lub dysk przenośny

Nie wiem, czy jest tak na każdej uczelni, ale u nas bardzo często zdarzało się, że wykładowca chcąc przekazać nam jakieś materiały, pytał, czy ktoś posiada przy sobie coś w tym stylu. Najgorzej, jeśli okazywało się, że pendrivem nie dysponuje nawet starosta, ponieważ wtedy obietnica wysłania prezentacji na maila roku, była przeważnie realizowana przez prowadzącego przez kolejny miesiąc. Poza tym, zupełnie jak w liceum, nie raz zdarzy się, że zostaniecie poproszeni o przygotowanie prezentacji na jakiś temat. Wtedy posiadanie jej zgranej przy sobie sprawdzi się bardziej niż liczenie na sprawny i szybko działający internet w celu pobrania jej z maila lub dysku google.

 

Tytułowy plecak lub pojemna torba

Opowiadam się raczej za plecakiem, z tej prostej przyczyny, że przez większość dni żadna torebka nie była w stanie pomieścić tego, co potrzebowałam zabrać ze sobą aby przetrwać cały dzień na uczelni. No, może była taka jedna, ale dość szybko urwały się jej uszy :<

 

 

Te 10 punktów, to wszystko, co uważam za najważniejsze jeśli chodzi o powrót na uczelnię. Szybko sami dojdziecie do tego, co będzie Wam potrzebne na co dzień, ale liczę, że ten post będzie dla Was wskazówką w co warto zainwestować (pudełka na jedzenie i atlas anatomiczny), a na czym lepiej oszczędzić pieniądze. Jest jeszcze jeden drobiazg, który przyda się każdemu studentowi- planner, kalendarz albo chociaż zeszyt poświęcony planowaniu. O tym, jaka metoda działa na dla mnie najlepiej, napiszę Wam już niebawem. A jeśli sami macie coś do dodania- nie wahajcie się wspomnieć o tym w komentarzu ♥

Dodaj komentarz

3 komentarzy do "W różowym plecaku"

avatar
www.r-roksi.blogspot.com
Gość
www.r-roksi.blogspot.com

Fajny blog 🙂 Powodzenia <3

Karolina
Gość
Karolina

Mega ! Kibicuje całym ♥️

Ta strona używa plików cookies więcej informacji

Pliki "Cookies" na tej stronie są włączone. Korzystając z tej strony lub klikając przycisk "Akceptuj" zgadzasz się na zapisywanie ciasteczek na twoim urządzeniu przez tę witrynę.

Zamknij